ROZDZIAŁ 7
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Włodarz z Wodoktów.

- My jego znamy! - rzekła Terka - on driakiew dla waszej mości woził.

Wtem zza pieca wylazł rozespany stary Gasztowt, a we drzwiach ukazało się dwóch czeladników pana Wołodyjowskiego, których hałas zwabił do izby.

- Konie siodłać! - krzyknął pan Wołodyjowski. - Jeden niech do Butrymów rusza, drugi konia mnie podaje!

- U Butrymów ja już był - rzekł włodarz - bo tam najbliżej. Oni mnie do waszej miłości przysłali.

- Kiedy panna porwana? - pytał Wołodyjowski.

- Dopiero co... Tam jeszcze czeladź rżną... ja konia dopadł.

Stary Gasztowt przetarł oczy.

- Co? panna porwana?

- Tak jest... Kmicic ją porwał! - rzekł pan Wołodyjowski. - Jedziem z pomocą!

To rzekłszy zwrócił się do posłańca:

- Ruszaj do Domaszewiczów - rzekł - niech z rusznicami przybywają!

- Nuże i wy, kozy! - krzyknął nagle stary na córki. - Nuże, kozy! Ruszać na wieś, budzić szlachtę, niech się szabel imają! Pannę porwał Kmicic... co? - Boże odpuść! zbój, warchoł... co? - Pójdźmy i my budzić - rzekł Wołodyjowski - będzie prędzej. Chodź wasze! Konie, słyszę, już są.

Jakoż po chwili siedli na koń, z nimi dwóch czeladników: Ogarek i Syruć. Wszyscy puścili się drogą między chatami zaścianku, bijąc we drzwi, w okna i krzycząc wniebogłosy:

- Do szabel! do szabel! Panna w Wodoktach porwana! Kmicic w okolicy!...

Słysząc te wołania jaki taki wypadał z chaty patrzeć, co się dzieje, a zrozumiawszy, o co rzecz idzie, poczynał sam wrzeszczeć: "Kmicic w okolicy! Panna porwana!" - i tak wrzeszcząc ruszał na łeb na szyję ku zabudowaniom konia kulbaczyć albo do chaty szabliska po ścianie w ciemności macać. Coraz więcej głosów powtarzało: "Kmicic w okolicy!" - ruch czynił się w zaścianku, światła poczęły błyskać; rozległ się płacz kobiet, szczekanie psów. Na koniec szlachta wysypała się na drogę, po części konno, a w części pieszo. Nad gromadą głów ludzkich połyskiwały w cieniu szable, piki, rohatyny, a nawet i widły żelazne. Pan Wołodyjowski rzucił okiem na oddział, wnet rozesłał kilkunastu w różne strony, a sam z resztą ruszył naprzód. Jezdni szli na czele, piesi za nimi, i ciągnęli ku Wołmontowiczom, by się z Butrymami połączyć. Godzina była dziesiąta z wieczora, noc jasna, lubo księżyc jeszcze nie zeszedł. Ci ze szlachty, których świeżo z wojny hetman wielki odesłał, zaraz zwarli się w szeregi; inni, mianowicie piesi, szli mniej sprawnie, czyniąc brzęk bronią, gawędząc i ziewając głośno, a chwilami klnąc wrażego Kmicica, który ich słodkiego wczasu pozbawił; tak doszli aż pod Wołmontowicze, przed którymi wysunął się ku nim zbrojny oddział.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Cechy gatunkowe „Potopu”
2  Szczegółowy plan wydarzeń
3  Geneza Potopu



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 7







    Tagi: