ROZDZIAŁ 17
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Wodza, wodza, daj nam, Panie miłosierny! - mówił Stankiewicz wznosząc oczy ku niebu.

- Mówią, że wojewoda witebski okrutnie zacny pan? - pytał Stanisław Skrzetuski.

- Tak jest! - odparł Mirski. - Ale on buławy ni wielkiej, ni polnej nie ma, i zanim go król jegomość godnością hetmańską nie przyozdobi, może tylko na własną rękę poczynać. Nie pójdzie on do Szwedów ani gdzie indziej, to pewna!

- Pan Gosiewski, hetman polny, w niewoli u Radziwiłła.

- Bo on też zacny człowiek - odparł Oskierko. - Jak mnie wieść o tym doszła, ażem zmartwiał i zaraz przeczuwałem coś złego.

Pan Michał zamyślił się i po chwili rzekł:

- Byłem raz w Warszawie i poszedłem na królewskie pokoje, a pan nasz miłościwy, jako się w żołnierzach kocha i że to chwalił mnie po potrzebie beresteckiej, tak tedy poznał mnie od razu i kazał przyjść na obiad. Na onym obiedzie widziałem także pana Czarnieckiego, bo właściwie dla niego była uczta. Podochocił tedy sobie król jegomość i począł pana Czarnieckiego za głowę ściskać, a w końcu rzekł: "Choćby takie czasy przyszły, żeby mnie wszyscy opuścili, ty mi wiary dochowasz!" Na własne uszy słyszałem, jakoby proroczym duchem wymówione. Pan Czarniecki od afektu prawie mówić nie mógł, jeno powtarzał: "Do ostatniego tchu! do ostatniego tchu!" A wonczas król jegomość zapłakał...

- Kto wie, czy nie prorocze to były słowa, bo czasy klęski już nadeszły! - rzekł Mirski.

- Pan Czarniecki wielki żołnierz! - odparł Stankiewicz. - Nie masz już takiej gęby w Rzeczypospolitej, która by jego imienia nie powtarzała.

- Powiadają - mówił Skrzetuski - że Tatarowie, którzy pana Rewerę Potockiego przeciw Chmielnickiemu posiłkują, tak się w panu Czarnieckim kochają, iż nie chcą iść tam, gdzie jego nie ma.

- Szczera to prawda - rzekł Oskierko. - Słyszałem, jak to w Kiejdanach przy księciu hetmanie powiadano; wszyscyśmy wówczas pana Czarnieckiego okrutnie sławili, a księciu było to nie w smak, bo się zmarszczył i rzekł: "Jest oboźnym koronnym, ale tak samo mógłby być u mnie w Tykocinie podstarościm."

- Invidia widać go już kąsała.

- Wiadoma to rzecz, że występek znieść światła cnoty nie może.

Tak to rozmawiali uwięzieni pułkownicy; po czym znów rozmowa zwróciła się na pana Zagłobę. Pan Michał Wołodyjowski zaręczał, że mogą się od niego pomocy spodziewać, bo to nie taki człowiek, żeby miał przyjaciół w nieszczęściu opuszczać.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 -  - 21 -  - 22 -  - 23 -  - 24 -  - 25 -  - 26 - 


  Dowiedz się więcej
1  Bitwa warszawska w „Potopie” – opis
2  Janusz Radziwiłł - charakterystyka
3  Archaizmy w „Potopie”



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 17







    Tagi: