ROZDZIAŁ 24
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Nie ma co! - mówił Ganchof. - Ciekawych się waść rzeczy napatrzysz i samego króla szwedzkiego oblicze będziesz widział, który jest wojownik po naszym księciu w świecie największy.

- I pana Czarnieckiego - dodał Charłamp. - Coraz głośniej o nim mówią.

- Pan Czarniecki stoi po stronie Jana Kazimierza i przez to jest naszym nieprzyjacielem! - odrzekł surowo Ganchof.

- Dziwne się rzeczy na świecie dzieją - rzekł w zamyśleniu Charłamp. - Gdyby tak ktoś rok temu albo dwa powiedział, że Szwedzi tu przyjdą, to byśmy wszyscy myśleli, że będziem ich bić, a tymczasem patrzcie waszmościowie...

- Nie my jedni, ale cała Rzeczpospolita ich z otwartymi rękami przyjęła! - rzekł Ganchof.

- Tak jest! jako żywo! - wtrącił w zamyśleniu Kmicic.

- Prócz pana Sapiehy i pana Gosiewskiego, i pana Czarnieckiego, i hetmanów koronnych! - rzekł Charłamp.

- Lepiej o tym nie mówić! - odpowiedział Ganchof. - No! Mości pułkowniku, wracajże nam zdrowo... promocje cię tu czekają...

- I panna Billewiczówna - dodał Charłamp.

- Waćpanu nic do panny Billewiczówny! - odrzekł szorstko Kmicic.

- Pewnie, że nic, bom już i za stary. Ostatni raz... Czekajcie, waszmościowie... kiedyż to było?... Aha! ostatni raz w czasie elekcji dziś nam miłościwie panującego Jana Kazimierza...

- Waszmość od tego język odzwyczaj! - przerwał Ganchof. - Dziś panuje nam miłościwie Karol Gustaw.

- Prawda!... Consuetudo altera natura... Owóż ostatni raz w czasie elekcji Jana Kazimierza, naszego eks-króla i wielkiego księcia litewskiego, okrutniem się zakochał w jednej pannie z fraucymeru księżnej Jeremiowej. Wabna to była bestyjka... Ale com jej chciał w oczy bliżej spojrzeć, to mi pan Wołodyjowski szablę podstawiał. Miałem się z nim bić, tymczasem Bohun wszedł między nas, którego Wołodyjowski jak zająca wypatroszył. Żeby nie to, tyle byście mnie waszmościowie teraz żywego widzieli. Ale wonczas gotów byłem się bić choćby z diabłem. Wołodyjowski zresztą peramicitiam się o nią tylko zastawiał, bo ona była z innym zmówiona, jeszcze gorszym zabijaką... Ej, mówię waściom, myślałem, że uschnę... Ni mi było do jadła, ni do napitku... Dopiero jak mnie książę nasz z Warszawy aż do Smoleńska posłał, tak i afekt wytrząsłem po drodze. Nie masz jak podróż na takowe zgryzoty. W pierwszej mili już mi się stało lżej, a nim do Wilna dojechałem, ani mi była w głowie, i do tej pory w kawalerskim stanie wytrwałem. Ot, co! Nie masz jak droga na nieszczęśliwe afekta!

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 - 


  Dowiedz się więcej
1  Bitwa warszawska w „Potopie” – opis
2  Historia w Potopie
3  Szczegółowy plan wydarzeń



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 24







    Tagi: