ROZDZIAŁ 4
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Usłyszawszy to pan Andrzej zakręcił się po izbie i usiadł w najciemniejszym jej kącie, gdzie okap komina rzucał gruby cień na róg stołu, a tymczasem sprzed sieni doszedł tętent i parskanie koni i po chwili kilku ludzi weszło do izby.

Idący na czele, chłop olbrzymi, stukał drewnianą nogą w luźne deski, którymi izba była wyłożona. Kmicic spojrzał nań i serce zabiło mu w piersiach.

Był to Józwa Butrym, zwany Beznogim.

- A gdzie gospodarz? - spytał stanąwszy na środku izby.

- Jestem! - odrzekł karczmarz - do usług waszmości.

- Dla koni obrok!

- Nie ma u mnie obroków, chyba ci panowie użyczą.

To rzekłszy karczmarz wskazał na Rzędziana i koniuchów.

- Czyi to ludzie? - spytał Rzędzian.

- A ktoś waćpan sam?

- Starosta z Wąsoszy.

Rzędziana, jako dzierżawcę starostwa, zwali zwykle właśni jego ludzie starostą i on się sam tak nazywał w ważniejszych okazjach.

Ale Józwa Butrym zmieszał się widząc, z jak wysoką osobą ma do czynienia, więc zdjął czapkę i rzekł łagodnym tonem:

- Czołem, wielmożny panie... Po ciemku nie można godności rozeznać.

- Czyi ludzie? - powtórzył Rzędzian biorąc się w boki.

- Laudańscy, z chorągwi dawniej billewiczowskiej, a dziś pana Wołodyjowskiego.

- Dla Boga! to pan Wołodyjowski jest w Szczuczynie?

- Osobą swoją i z innymi pułkownikami, którzy ze Żmudzi przyszli.

- Bogu chwała, Bogu chwała! - powtórzył uradowany pan starosta.

-A jacyż to pułkownicy są z panem Wołodyjowskim?

- Był pan Mirski - mówił Butrym - ale go szlag po drodze trafił, a jest pan Oskierko, pan Kowalski, dwóch panów Skrzetuskich.

- Jakich Skrzetuskich? - zakrzyknął Rzędzian. - Zali jeden z nich nie pan Skrzetuski z Burca?

- Tego nie wiem skąd - odparł Butrym - jeno wiem, że to jest pan Skrzetuski zbarażczyk.

- Rety! to mój pan!

Tu spostrzegł Rzędzian, jak dziwnie brzmi taki okrzyk w ustach pana starosty, i dodał:

- Mój pan kum, chciałem rzec.

Tak mówiąc nie zmyślał pan starosta, bo istotnie pierwszego syna Skrzetuskiego, Jaremkę, do chrztu trzymał w drugą parę. Tymczasem Kmicicowi, siedzącemu w ciemnym kącie izby, myśli jedna za drugą poczęły się cisnąć do głowy. Naprzód zburzyła się w nim dusza na widok groźnego szaraka i ręka mimo woli chwyciła za szablę. Wiedział bowiem Kmicic, że to głównie Józwa przyczynił się do rozsiekania kompanionów i jego samego najzaciętszym był wrogiem. Dawny pan Kmicic kazałby go w tej chwili porwać i końmi włóczyć, lecz dzisiejszy pan Babinicz przemógł się. Owszem, niepokój go ogarnął na myśl, że jeżeli szlachta go pozna, mogą stąd wypaść rozmaite dla dalszej podróży i całego przedsięwzięcia niebezpieczeństwa... Postanowił więc nie dać się poznać i coraz głębiej zasuwał się w cień; wreszcie oparł się łokciami o stół i wziąwszy głowę w dłonie, począł udawać, że drzemie.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 - 


  Dowiedz się więcej
1  Bitwa warszawska w „Potopie” – opis
2  Szczegółowy plan wydarzeń
3  Bogusław Radziwiłł - charakterystyka



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 4







    Tagi: