ROZDZIAŁ 14
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Kmicic odetchnął głęboko.

- Spocznij! - rzekł mu Czarniecki.

- Dobrze! jeść mi się chce - odpowiedział rycerz. - Soroka! daj, co masz pod ręką!

Stary wachmistrz uwinął się wprędce. Przyniósł gorzałki w blaszance i ryby wędzonej. Pan Kmicic jeść począł chciwie, podnosząc od czasu do czasu oczy i patrząc na przelatujące nie opodal granaty tak, jakby patrzył na wrony.

A jednak leciało ich dosyć, nie od Częstochowy, ale właśnie z przeciwnej strony; mianowicie te wszystkie, które przenosiły klasztor i kościół.

- Lichych mają puszkarzów, za wysoko podnoszą działa - rzekł pan Andrzej nie ustając jeść - patrzcie, wszystko przenosi i idzie na nas!

Słuchał tych słów młody mniszeczek, siedmnastoletnie pacholę, które ledwie do nowicjatu wstąpiło. Podawał on ciągle poprzednio kule do nabijania i nie ustępował, chociaż każda żyłka trzęsła się w nim ze strachu, bo pierwszy raz wojnę oglądał. Kmicic imponował mu w niewypowiedziany sposób swym spokojem; i teraz usłyszawszy jego słowa, przygarnął się mimowolnym ruchem ku niemu, jakby chcąc szukać opieki i schronienia pod skrzydłami tej potęgi.

- Zali mogą nas dosięgnąć z tamtej strony? - zapytał.

- Czemu nie? - odpowiedział pan Andrzej. - A co, miły braciszku, także się to boisz?

- Panie! - odpowiedziało drżące pacholę - wyobrażałem sobie wojnę straszną, alem nie myślał, żeby była tak straszna!

- Nie każda kula zabija, inaczej by już ludzi nie było na świecie, bo matki by nie nastarczyły rodzić.

- Najwięcej, panie, strach mi owych kul ognistych, owych granatów. Czemu to one rozpękają się z takim hukiem?... Matko Boża, ratuj!... i tak okrutnie ludzi ranią?...

- Jak ci wytłumaczę, zyskasz na eksperiencji, ojczyku. Owóż kula to jest żelazna, a wewnątrz drążona, prochami naładowana. W jednym miejscu ma zaś dziurę dość małą, w której tuleja z papieru albo czasem z drewna siedzi.

- Jezu Nazareński! tuleja siedzi?

- Tak jest! zaś w tulei kłak wysiarkowany, który się przy wystrzale zapala. Owóż kula powinna upaść tuleją na ziemię, by ją sobie wbić do środka, wonczas ogień dochodzi do prochów i kulę rozrywa. Wiele wszelako kul pada nie na tuleję, ale i to nic nie szkodzi, bo przecie jak ogień dojdzie, to wybuch nastąpi...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 - 


  Dowiedz się więcej
1  „Potop” jako powieść pisana „ku pokrzepieniu serc”
2  Postawa Polaków wobec najazdu Szwedów
3  Cechy gatunkowe „Potopu”



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 14







    Tagi: