Droga Kmicica do Częstochowy
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Bohaterowie jechali dalej, nocując w leśnych osadach i smolarniach. Po drodze często pomagali ludziom, jak na przykład pod Sochaczewem, gdy w majątku Strugi obronili starostę sochaczewskiego przed napadającym hultajstwem szwedzkim. To od swojego dłużnika Babinicz dowiedział się o poddaniu Karolowi Gustawowi województw krakowskiego, sandomierskiego, kijowskiego.

Pewnego wieczoru zmierzający do Jana Kazimierza bohaterowie stanęli na nocleg w karczmie w Kruszynie. Tam Kmicic podsłuchał rozmowę czeskiego kapitana Wrzeszczowicza z Baronem Lisolą - wysłannikiem cesarskim z brandenburskiego dworu. Gdy pierwszy oznajmił drugiemu, że Szwedzi zajmą klasztor jasnogórski i król Karol Gustaw jemu powierzył dowództwo nad tą sprawą, Andrzejowi na kilka sekund przestało bić serce. Wrzeszczowicz był pewny, że wykona to zadanie, bo Polacy nie będą się bronić. Nazwał ich narodem bez wierności, który opuścił swojego króla, który przeszkadza w rządzeniu i zwoływaniu sejmików. Mówił, że Polacy są sprzedajni, nie kochają ojczyzny, nie mają cnoty, rozumu, sprawiedliwości. Swoją wypowiedź skwitował słowami, że mnisi powinni płacić, „jak wszyscy”. Kmicic doznał szoku, słysząc obelgi na ukochaną ojczyznę i plan napadu na klasztor. W nocy dostał gorączki, miał zwidy.

Rankiem bohater przebrał się w odświętne ubranie i ruszył ze swoimi ludźmi do Częstochowy, by ostrzec zakonników. Gdy na widnokręgu ujrzeli błyszczący punkt, napotkani ludzie powiedzieli im, że to świeci kościół jasnogórski. Wówczas Kmicic zdjął czapkę z głowy, a jego żołnierze uczynili to samo. Z ich serc odszedł smutek, ogarnęła ich błogość, radość. Z tego kościoła biła nadzieja na ocalenie.

Zbliżając się do celu, stojący na wysokiej górze kościół coraz bardziej się lśnił. Kmicic nie mógł oderwać od niego oczu. Kazawszy ludziom zsiąść z koni, klęknęli razem na drodze i zaczęli odmawiać litanię. Idący tłumnie na mszę ludzie dołączali do nich. Po modlitwie wszyscy wstali i, prowadząc konie za uzdy, poszli dalej ze śpiewem pieśni nabożnych na ustach.

Po długim marszu, przy głównej drodze prowadzącej pod górę, spotkali szeregi straganów ze świecami, wotami woskowymi, obrazami. Gdy doszli pod mury kościelne, ujrzeli stojące wokoło nich setki wozów, kolasek, a w dole miasto z szeregiem domów, chat. Z wież kościelnych biły dzwony, szeroko otwarte bramy zapraszały do przekroczeniu ich progu. Cały lud w ścisku czołgał się na klęczkach: śpiewali, odmawiali litanię, bili czołem w ziemię. Gdy w końcu doszli do drzwi kościoła, wszyscy padli na twarz, całowali posadzkę, płakali. W kaplicy panował mrok, świece paliły się przed ołtarzem, z kolorowych szyb w oknach padało barwne światło. W takiej oprawie bohaterowie usłyszeli grzmoty trąb i kotłów i nagle rozsunęła się zasłona obrazu. Ukazało się brylantowe światło bijące z obrazu i zaczął się lament, krzyki, prośby o ratunek do Najświętszej Panienki przed wrogiem.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 


  Dowiedz się więcej
1  Postawa Polaków wobec najazdu Szwedów
2  Potop - streszczenie „w pigułce”
3  Szczegółowy plan wydarzeń



Komentarze
artykuł / utwór: Droga Kmicica do Częstochowy







    Tagi: