ROZDZIAŁ 3
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Tyś chłop mowny - szeptał pan Uhlik do Kokosińskiego - ty ją powitasz od nas wszystkich.

- Układałem sobie przez drogę - odrzekł pan Kokosiński - ale nie wiem, czyli będzie dość gładko, bo mi Jędruś do konceptu przeszkadzał.

- Byle z fantazją! co ma być, niech będzie! Ot, idzie już!...

Panna Aleksandra weszła rzeczywiście i zatrzymała się trochę u proga, jakby zdziwiona tak liczną kompanią, a i pan Kmicic stał przez chwilę jak wryty od podziwu nad jej urodą, bo ją dotąd tylko wieczorami widywał, a przy dniu wydawała się jeszcze piękniejsza. Oczy jej miały barwę chabru, czarna brew nad nimi odbijała od białego czoła jak heban, a płowy włos lśnił się jakby korona na głowie królowej. I patrzyła śmiało, oczu nie spuszczając, jako pani w swoim domu gości przyjmująca, z jasną twarzą, odbijającą jeszcze jaśniej od czarnej jubki obramowanej gronostajami. Tak poważnej i wyniosłej panny nie widzieli jeszcze ci zabijakowie, przywykli do innego pokroju niewiast, toteż stali szeregiem, jakoby na popisie chorągwi, i szurgając nogami kłaniali się także szeregiem, a pan Kmicic sunął naprzód i ucałowawszy kilkanaście razy rękę panienki rzekł:

- Otom ci przywiózł, mój klejnocie; komilitonów moich, z którymi ostatnią wojnę odbywałem.

- Honor to dla mnie niemały - odrzekła Billewiczówna - przyjmować w domu tak godnych kawalerów, o których cnocie i wybornych obyczajach już od pana chorążego słyszałam.

To powiedziawszy uchwyciła się koniuszkami palców za suknię i podnosząc ją nieco, dygnęła z nadzwyczajną powagą, a pan Kmicic wargi przygryzł, ale jednocześnie aż pokraśniał, że tak jego dziewczyna mówiła śmiało.

Godni kawalerowie, szurgając wciąż nogami, trącali jednocześnie pana Kokosińskiego.

- Hajda ! wystąp!

Pan Kokosiński posunął się krok naprzód, chrząknął i tak rozpoczął:

- Jaśnie wielmożna panno podkomorzanko...

- Łowczanko - poprawił Kmicic.

- Jaśnie wielmożna panno łowczanko, a nam wielce miłościwa dobrodziejko! - powtórzył zmieszany pan Jaromir - wybacz waćpanna, jeżelim się w godności pomylił...

- Niewinna to omyłka - odrzekła panna Aleksandra - i nic ona tak wymownemu kawalerowi nie ujmie...

- Jaśnie wielmożna panno łowczanko dobrodziejko, a nam wielce miłościwa pani!... Nie wiem, co mi w imieniu całego Orszańskiego więcej wysławiać przystoi, czy nadzwyczajną waćpanny dobrodziejki urodę i cnotę, czy niewypowiedzianą szczęśliwość rotmistrza i komilitona naszego, pana Kmicica, bo chociażbym się wzbił pod obłoki, chociażbym samych obłoków dosięgnął... samych, mówię, obłoków...

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 - 


  Dowiedz się więcej
1  Postawa narodu polskiego wobec najazdu Szwedów
2  Archaizmy w „Potopie”
3  Aleksandra Billewiczówna - charakterystyka



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 3







    Tagi: