ROZDZIAŁ 4
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Billewiczówna postąpiła krok jeszcze i ukazując ręką na drzwi:

- Precz stąd! - rzekła.

Warchołowie pobledli trupio i żaden z nich nie zdobył się na słowo odpowiedzi. Jeno zęby ich poczęły zgrzytać, ręce drgać ku rękojeściom, a oczy ciskać złe błyskawice. Ale po chwili dusze w nich upadły z trwogi. Toż ten dom był pod opieką potężnego Kmicica, toż ta zuchwała panna była jego narzeczoną. Więc zgryźli w milczeniu gniew, a ona ciągle stała z roziskrzonym okiem, ukazująca palcem na drzwi.

Na koniec pan Kokosiński rzekł przerywanym wściekłością głosem:

- Kiedy nas tu tak wdzięcznie przyjęto... to... nie pozostaje nam nic innego... jak pokłonić się... politycznej gospodyni i pójść... dziękując za gościnę...

To rzekłszy skłonił się czapką z umyślną uniżonością aż do ziemi, a za nim kłaniali się i inni i wychodzili kolejno. Gdy drzwi zamknęły się za ostatnim, Oleńka upadła, wyczerpana, na krzesło, dychając ciężko, bo nie miała tyle sił, ile odwagi.

Oni zaś zgromadzili się na radę przed gankiem, naokół koni, ale żaden nie chciał pierwszy przemówić.

Wreszcie Kokosiński rzekł:

- Cóż, mili barankowie?

- A cóż?

- Dobrze wam?

- A tobie dobrze?

- Ej, żeby nie Kmicic! ej, żeby nie Kmicic! - rzekł Ranicki zacierając konwulsyjnie ręce - pohulalibyśmy tu z panienką po naszemu!...

- Idź, zadrzyj z Kmicicem! - zapiszczał Rekuć. - Stań mu!

Ranickiego twarz, jak skóra rysia, cała była już pokryta piętnami.

- I jemu stanę, i tobie, warchole, gdzie chcesz!

- A to i dobrze! - rzekł Rekuć.

Obaj porwali się do szabel, ale olbrzymi Kulwiec-Hippocentaurus wtoczył się pomiędzy nich.

- Na tę pięść! - rzekł potrząsając jakoby bochnem chleba - na tę pięść! - powtórzył - pierwszemu, który szablę wyciągnie, łeb roztrzaskam!

To rzekłszy poglądał to na jednego, to na drugiego, jakby pytając niemo, który pierwszy zechce popróbować; ale oni, tak zagadnięci, uspokoili się zaraz.

- Kulwiec ma rację! - rzekł Kokosiński. - Moi mili barankowie, potrzeba nam teraz zgody więcej niż kiedykolwiek... Ja bym radził ruszać co prędzej do Kmicica, żeby zaś ona go prędzej nie obaczyła, bo opisałaby nas jak diabłów. Dobrze, że tam żaden na nią nie warknął, choć mnie samemu świerzbiały ręce i język... Ruszajmy do Kmicica. Ma ona go na nas podbechtać, to lepiej my go wpierw podbechtajmy. Nie daj Bóg, aby nas opuścił. Zaraz by tu obławę na nas, jak na wilków, uczyniono.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 - 


  Dowiedz się więcej
1  Obraz Szwedów ukazany w „Potopie”
2  Typy narracji w Potopie
3  Style w „Potopie”



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 4







    Tagi: