ROZDZIAŁ 7
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Stój! kto jedzie? - poczęły wołać głosy z owego oddziału. - Gasztowtowie!

- My Butrymi, Domaszewicze już są.

- Kto u was dowodzi? - pytał pan Wołodyjowski.

- Józwa Beznogi, do usług pana pułkownika.

- Macie wieści?

- Do Lubicza ją porwał. Przeszli bagnami, by przez Wołmontowicze nie przechodzić.

- Do Lubicza? - pytał ze zdziwieniem pan Wołodyjowski. - Cóż on się tam myśli bronić? Przecie Lubicz nie forteca?

- W siłę, widać, ufa. Ludzi przy nim ze dwieście! Pewnie też dostatki chce z Lubicza zabrać; wozy mają ze sobą i koni luźnych kupę. Musiał nie wiedzieć o powrocie naszym z wojska, bo śmiało sobie poczyna.

- Dobra nasza! - rzekł pan Wołodyjowski. - To nam się nie wymknie.

Strzelby ile u was?

- U nas, Butrymów, sztuk ze trzydzieści, u Domaszewiczów dwa razy tyle.

- Dobrze. Niech pięćdziesiąt ludzi ze strzelbami ruszy pod waszecią bronić przepraw na bagnach - żywo! Reszta pójdzie ze mną. O siekierach pamiętać!

- Wedle rozkazu!

Uczynił się ruch; mały oddział ruszył truchtem ku bagnom pod Józwą Beznogim.

Tymczasem nadjechało kilkunastu Butrymów rozesłanych poprzednio do innej szlachty.

- Gościewiczów nie widać? - pytał pan Wołodyjowski.

- A! to wasza mość pan pułkownik!... Chwała Bogu! - zawołali nowo przybyli. - Gościewicze idą już... słychać ich przez las. Wasza mość wie, że do Lubicza ją porwał?

- Wiem. Niedaleko z nią zajedzie.

Rzeczywiście Kmicic nie obliczył jednego niebezpieczeństwa swej zuchwałej wyprawy; oto nie wiedział, że znaczne siły szlachty przybyły właśnie do domów. Sądził, że zaścianki są puste, jak było za czasów jego pierwszego pobytu w Lubiczu; tymczasem teraz, licząc z Gościewiczami, bez Stakjanów, którzy nie mogli przybyć na czas, pan Wołodyjowski mógł wyprowadzić przeciw niemu około trzystu szabel - i to ludzi przywykłych do boju i wyćwiczonych.

Jakoż coraz więcej szlachty nadciągało do Wołmontowicz. Przyszli wreszcie i Gościewicze, za którymi się dotąd oglądano Pan Wołodyjowski sprawił oddział i aż mu serce rosło na widok wprawy i łatwości, z jaką stanęli w ordynku. Na pierwszy rzut oka poznać było można, że to żołnierze, nie zwyczajna niesforna szlachta. Pan Wołodyjowski ucieszył się jeszcze i dlatego, bo sobie pomyślał, że wkrótce dalej ją poprowadzi.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 -  - 11 -  - 12 -  - 13 -  - 14 -  - 15 -  - 16 -  - 17 -  - 18 -  - 19 -  - 20 - 


  Dowiedz się więcej
1  Postawa narodu polskiego wobec najazdu Szwedów
2  Cechy gatunkowe „Potopu”
3  Dzieje Andrzeja Kmicica



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 7







    Tagi: