ROZDZIAŁ 11
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Nad wielkim stawem, z trzcin odległych, przesłoniętych mgłą oddalenia, podnosiły się czasem stada kaczek, cyranek lub dzikich gęsi i szybowały w błękitnym przezroczu, podobne do czarnych krzyżyków; czasem klucz żurawi zaczerniał wysoko na niebie, grając donośnym krzykiem - zresztą cicho było naokoło i spokojnie, i słoneczno, i wesoło, jak to bywa w pierwszych dniach sierpnia, gdy zboża już dojrzały, a słońce sypie jakoby złoto na ziemię.

Oczy starego człowieka to podnosiły się ku niebu ścigając stada ptactwa, to znowu ginęły w oddali, ale coraz senniejsze, w miarę jak miodu w gąsiorku ubywało, i powieki ciężyły mu coraz bardziej - pszczoły śpiewały na różne tony swą piosenkę jakoby umyślnie do poobiedniej drzemki.

- Tak, tak, dał Pan Bóg piękny czas na żniwa - mruknął pan Zagłoba. - I siano dobrze zebrane, i żniwa duchem pójdą... Tak, tak...

Tu przymknął oczy, po czym otworzył je znowu na chwilę, mruknął jeszcze: "Zmęczyły mnie dzieciska..." - i usnął na dobre.

Spał dość długo, ale po pewnym czasie zbudził go lekki powiew chłodniejszego powietrza oraz rozmowa i kroki dwóch mężów zbliżających się szybko pod lipę. Jeden z nich był to pan Jan Skrzetuski, słynny zbarażczyk, który od miesiąca wróciwszy od hetmanów z Ukrainy bawił w domu, lecząc się z febry upartej; drugiego nie znał pan Zagłoba, chociaż wzrostem, postawą i nawet rysami twarzy wielce był do Jana podobny.

- Przedstawiam wam, ojcaszku - rzekł Jan - stryjecznego mego, pana Stanisława Skrzetuskiego ze Skrzetuszewa, rotmistrza kaliskiego.

- Waszmość pan tak do Jana podobny - odparł Zagłoba mrugając oczyma i strząsając resztki snu z powiek- że gdzie bym waszmości spotkał, zaraz bym powiedział: "Skrzetuski!" Hej, co za gość w domu!

- Miło mi zabrać znajomość z waćpanem dobrodziejem - odparł Stanisław - tym bardziej że imię znane mi było dobrze, bo je rycerstwo w całej Rzeczypospolitej ze czcią powtarza i za przykład podaje.

- Nie chwaląc się, robiło się, co mogło, póki się siłę czuło w kościach.

Jeszcze i teraz rad by człek wojny pokosztował, bo consuetudo altera natura. Ale czemu to waćpanowie tak strapieni jesteście, aż Janowi oblicze pobladło?

- Stanisław straszne przywiózł wieści - odrzekł Jan. - Szwedzi weszli do Wielkopolski i już ją całkiem zajęli.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 -  - 8 -  - 9 -  - 10 - 


  Dowiedz się więcej
1  „Potop” – główna problematyka
2  Szczegółowy plan wydarzeń
3  Sposób kreowania bohaterów w „Potopie”



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 11







    Tagi: