ROZDZIAŁ 5
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
- Na Szwedów? On także narzekał? - pytał Skrzetuski.

- Jak na diabłów, choć między nich jechał.

- Siła było wojska z nim?

- Żadnego z nim wojska nie było, ino czeladzi kilku, prawda, że zbrojnych i z takimi mordami, że już chyba i ci, którzy świętych młodzianków za Herodowym ordynansem wycinali, sroższych i szpetniejszych nie mieli. Powiadał mi się chodaczkowym szlachcicem i mówił, że z końmi na jarmarki jedzie. Ale choć koni mieli kilkanaście w tabunku, przecie mi się to nie wydało, bo to i osoba inna, i fantazja nie taka jak u koniuchów, i pierścień zacny na ręku widziałem... Ten właśnie.

Tu błysnął Rzędzian przed oczy słuchaczom kosztownym kamieniem, a pan Zagłoba uderzył się po pole i zakrzyknął:

- Już go od niego wycyganił! Po tym jednym poznałbym cię, Rzędzian, na końcu świata!

- Z przeproszeniem jegomości, nie cyganiłem, bom też szlachcic do równości się z każdym poczuwający, nie Cygan, chociaż dzierżawami chodzę, póki Bóg nie da osiąść na swoim. A ten pierścień dał mi pan Kmicic na znak, że to, co mówił, to prawda, a ja zaraz waszmościom słowa jego wiernie powtórzę, bo widzi mi się, że tu o skóry nasze chodzi.

- Jak to? - pytał Zagłoba.

Wtem wszedł pan Wołodyjowski, cały wzburzony i od gniewu blady, czapką o stół rzucił i zawołał:

- To przechodzi imaginację! Trzech ludzi zabitych, Józwa Butrym usieczony, ledwie tchnie!

- Józwa Butrym?... Toż to człowiek niedźwiedziej siły! - rzekł zdumiony Zagłoba.

- Jego w moich oczach sam pan Kmicic rozciągnął - wtrącił Rzędzian.

- A dość mi tego pana Kmicica! - mówił w uniesieniu Wołodyjowski - gdzie się tylko ten człowiek pokaże, trupy za sobą jak mór zostawuje. Dość tego! Kwit za kwit, gardło za gardło... Ale teraz nowy rachunek... Ludzi mi napsuł, dobrych pachołków napadł... To mu się do pierwszego widzenia zakarbuje...

- Jużci, co prawda to nie on ich napadł, tylko oni jego, bo on w najciemniejszy kąt się zaszył, aby go nie poznali - rzekł Rzędzian.

- A ty, zamiast coś miał moim pomagać, to jeszcze za nim świadczysz! - rzekł z gniewem pan Wołodyjowski.

- Ja po sprawiedliwości... A co do pomocy, chcieli moi pomagać, jeno niezręcznie im było, bo w tumulcie nie wiedzieli, kogo bić, kogo oszczędzić, i samym się przez to dostało. Żem z duszą i łubami uszedł, to jeno przez pana Kmicica wyrozumiałość, bo posłuchajcie, waszmościowie, jak co się przytrafiło.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 - 


  Dowiedz się więcej
1  Zagłoba - charakterystyka
2  Dzieje Andrzeja Kmicica
3  Zdrada w Ujściu – opis



Komentarze
artykuł / utwór: ROZDZIAŁ 5







    Tagi: